Pokazywanie postów oznaczonych etykietą linux. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą linux. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Tuner Avermedia TD310 DVB-T/T2/HEVC działa na komputerze z systemem Linux

 

źródło obrazu: AVerMedia


Ponieważ na wiosnę ma się zmienić standard nadawania programów tv (z DVB-T na DVB-T2/HEVC) imo już dziś można zacząć wybierać nowy sprzęt zgodny z nowym standardem.

Telewizora wymieniać mi się nie chce... Najwyżej dokupię dekoder/tuner. Ale z tym jeszcze trochę poczekam.

Zacznę od sprawdzenia tunera na USB, który byłby podłączony do komputera z systemem Linux (Debian 11 Bullseye).

I wpadł w moje ręce sprzęt taki jak na zamieszczonym wyżej obrazku. Tuner AVerMedia TD 310 DVB-T2/HEVC.
W zestawie była jeszcze mała antena i pilot.

No to zaczynamy próbę jego uruchomienia...
I tu już jest pierwsza niespodzianka.
W przeciwieństwie do wcześniej sprawdzanego tunera MediaTech MT4171 ten sprzęt nie działa tak po po prostu po wpięciu do gniazda USB.
W terminalu jest widoczny po wpisaniu lsusb ale dmesg pokazuje, że coś tu nie gra z firmware.

Postanowiłem skorzystać z porady zamieszczonej na stronie:

Przełączyłem się na konto root 

su

Wszedłem do katalogu /lib/firmware/

cd /lib/firmware/

I pobrałem brakujące elementy:

wget https://github.com/OpenELEC/dvb-firmware/raw/master/firmware/dvb-demod-si2168-02.fw https://github.com/OpenELEC/dvb-firmware/raw/master/firmware/dvb-usb-it9303-01.fw https://github.com/OpenELEC/dvb-firmware/raw/master/firmware/dvb-demod-si2168-b40-01.fw

Po wyjściu z terminala i ponownym uruchomieniu komputera okazało się, że tuner AVerMedia TD310 działa poprawnie w systemie Linux,  a program Kaffeine rozpoznaje go jako urządzenie (si2168).

I co ważne... Już dziś umożliwia on oglądanie programów nadawanych testowo w standardzie DVB-T2/HEVC.

Wnioski:
Tuner DVB-T2 AVerMedia TD310 na dzień dzisiejszy (grudzień 2021) jest obsługiwany przez system Linux  ale wymaga to pobrania dodatkowego firmware.

Pobrać należy:
dvb-demod-si2168-02.fw
dvb-usb-it9303-01.fw
dvb-demod-si2168-b40-01.fw

Niestety brakującego firmware obecnie (grudzień 2021) nie znajdziemy w pakietach firmware-linux dostępnych w repozytoriach Debiana. Nie pomoże instalacja pakietów firmware-linux-nonfree i firmware-misc-nonfree.
To czego brak trzeba samemu pobrać i skopiować do katalogu /lib/firmware/



poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Upgrade Debian 10 Buster do Debian 11 Bullseye i pierwsze wrażenia w odnowionym środowisku

 Na jednym z komputerów zdecydowałem się na upgrade Debiana 10 Buster do wersji Debian 11 Bullseye i to jeszcze przed oficjalnym "ustabilizowaniem" jedenastki, które nastąpiło 14 sierpnia br.


Proces upgradowania rozpocząłem oczywiście od sprawdzenia czy już posiadany system jest w pełni aktualny.

Czyli w konsoli jako root wykonałem polecenia:

apt update 

apt upgrade

Doczytałem, że jeszcze na tym etapie należy sprawdzić czy w systemie jest zainstalowane gcc-8-base.

U mnie ten pakiet był już zainstalowany.

Jeśli u kogoś nie ma to:

apt install gcc-8-base

Uwaga! W tym momencie wszyscy zalecają wykonać kopię zapasową wszystkiego co ważne. 

I po tym można przystąpić do edycji /etc/apt/sources.list

U mnie przed aktualizacją zawartość tego pliku wyglądała tak:

# deb cdrom:[Debian GNU/Linux 10.4.0 _Buster_ - Unofficial amd64 DVD Binary-1 with firmware 20200509-10:26]/ buster contrib main non-free

# deb cdrom:[Debian GNU/Linux 10.4.0 _Buster_ - Unofficial amd64 DVD Binary-1 with firmware 20200509-10:26]/ buster contrib main non-free

deb http://ftp.icm.edu.pl/pub/Linux/debian/ buster main contrib non-free

deb-src http://ftp.icm.edu.pl/pub/Linux/debian/ buster main contrib non-free

deb http://security.debian.org/debian-security buster/updates main contrib non-free

deb-src http://security.debian.org/debian-security buster/updates main contrib non-free

#buster-updates, previously known as 'volatile'

deb http://ftp.icm.edu.pl/pub/Linux/debian/ buster-updates main contrib non-free

deb-src http://ftp.icm.edu.pl/pub/Linux/debian/ buster-updates main contrib non-free


# deb-multimedia.org

deb http://www.deb-multimedia.org buster main non-free


# qgis

deb     https://qgis.org/debian buster main

deb-src https://qgis.org/debian buster main


# This system was installed using small removable media

# (e.g. netinst, live or single CD). The matching "deb cdrom"

# entries were disabled at the end of the installation process.

# For information about how to configure apt package sources,

# see the sources.list(5) manual.


Po edycji plik /etc/apt/sources.list wygląda tak:

# deb cdrom:[Debian GNU/Linux 10.4.0 _Buster_ - Unofficial amd64 DVD Binary-1 with firmware 20200509-10:26]/ buster contrib main non-free

# deb cdrom:[Debian GNU/Linux 10.4.0 _Buster_ - Unofficial amd64 DVD Binary-1 with firmware 20200509-10:26]/ buster contrib main non-free

#bullseye upgrade

deb http://ftp.icm.edu.pl/pub/Linux/debian/ bullseye main contrib non-free

#deb-src http://ftp.icm.edu.pl/pub/Linux/debian/ bullseye main contrib non-free


deb https://deb.debian.org/debian-security/ bullseye-security main contrib non-free

#deb-src https://deb.debian.org/debian-security/ bullseye-security main contrib non-free


# buster-updates, previously known as 'volatile'

deb http://ftp.icm.edu.pl/pub/Linux/debian/ bullseye-updates main contrib non-free

#deb-src http://ftp.icm.edu.pl/pub/Linux/debian/ bullseye-updates main contrib non-free



# deb-multimedia.org

deb http://www.deb-multimedia.org bullseye main non-free


# qgis

deb     https://qgis.org/debian bullseye main

#deb-src https://qgis.org/debian bullseye main


Tak to wygląda u mnie... Ale nie wszyscy mają dodane repozytoria deb-multimedia i qgis.

Generalnie ma to wyglądać tak jak w w poprzedniej wersji Debiana tylko wpis "buster" zamienamy na "bullseye"

Jedyna zasadnicza zmiana to linijka odnosząca się do poprawek bezpieczeństwa:

deb https://deb.debian.org/debian-security/ bullseye-security main contrib non-free

deb-src https://deb.debian.org/debian-security/ bullseye-security main contrib non-free

Tu wpis buster/updates został zastąpiony wpisem bullseye-security.

I należy o tym pamiętać. Bo bez tej zmiany apt będzie wysyłał komunikaty o błędach (The repository 'http://security.debian.org./debian-security bullseye/updates Release' does not have a Release file.). 

Gdy edycja plików zostanie zakończona to na spokojnie można wydać polecenie:

apt full-upgrade

Na spokojnie bo spokój zawsze się przydaje. 

W moim wypadku proces full-upgrade trwał około 30 minut i pobrane zostało około 2,5 GB danych.

Dwa razy pojawił się też monit z prośbą o zatwierdzenie dokonywanych w systemie zmian.

Po tym zostało już konieczne będzie ponowne uruchomienie systemu (reboot) aby już można było cieszyć się nową wersją Debiana. Oczywiście przy założeniu, że cały proces przebiegł pomyślnie.


Moje pierwsze wrażenia:

Proces migracji do wyższej wersji Debiana nie jest bardzo wymagający. Wystarczy wszystkie czynności wykonywać uważnie i ze spokojem. Czytać komunikaty i nie denerwować się z byle powodu.

Polecenie apt autoremove wyczyści śmieci pozostałe po poprzedniej instalacji Debiana. 

Z migracją do Debian 11 Buster jednak nie trzeba się śpieszyć bo w gruncie rzeczy nie ma tu jakiś rewolucyjnych zmian. Ale jest już kernel (jądro) z serii 5.10...

Pierwszą rzeczą, która tak naprawdę rzuciła mi się w oczy to lepsze skalowanie czcionek i elementów graficznych na pulpicie oraz oknach aplikacji. Bardzo się z tego cieszę.

Ale w środowisku Cinnamon 4.8.6 mocno ograniczone zostały opcje dotyczące wygaszacza ekranu. Ale to akurat mało mnie zmartwiło. 


Zainstalowane oddzielnie aplikacja Skype i przeglądarka Google Chrome po full-upgrade nadal działają i można je aktualizować. 

Najwięcej zyskałem jednak w kwestii dalszego używania oprogramowania QGIS.

Dla Debian 10 Buster wersja 3.18 QGIS była ostatnią. Po wykonaniu upgrade mogę już testować QGIS 3.20 Odense.

poniedziałek, 28 czerwca 2021

Skype for Linux błąd podpisu GPG

Od kilku dni po wpisaniu w terminalu komendy:

apt update

Pojawiał mi się następujący komunikat o błędzie podpisu GPG 

Błąd:7 https://repo.skype.com/deb stable InRelease

  Następujące podpisy były błędne: EXPKEYSIG 1F3045A5DF7587C3 Skype Linux Client Repository <se-um@microsoft.com>

Czyli apt nie może zweryfikować pakietów podpisów , a co za tym idzie leży cały proces aktualizacji Skype for Linux

Jak to udało mi się naprawić.

1.
Zainstalowałem pakiet curl
apt install curl

2. 
W terminalu wykonałem polecenie:
curl -s https://repo.skype.com/data/SKYPE-GPG-KEY | sudo apt-key add -

Po tym wszystko działa jak należy. 

***

Update;
Można użyć też polecenia:
wget -O - https://repo.skype.com/data/SKYPE-GPG-KEY | sudo apt-key add - 

wtorek, 18 maja 2021

Tuner DVB-T Media-Tech MT4171 i Linux Debian 10 Buster

 

Tuner DVB-T Media-Tech MT4171 (foto ze strony producenta)

Tuner kupiłem przyznaję trochę z ciekawości czy u mnie zadziała... Nie kosztował wiele więc mogłem sobie pozwolić na taki eksperyment.

Zestaw zawiera:

- tuner (w formie przypominającej dużego pendrive)

- małą (bardzo małą) antenkę na magnetycznej podstawce

- płytę ze stertownikami (do starszych Windowsów)

- pilot (do podstawowych funkcji związanych z przeglądaniem kanałów tv).

Po podpięciu do gniazda USB komputer z systemem Linux Debian 10 Buster automatycznie wykrywa to urządzenie i odnajduje sterowniki, które jak się okazuje już są w systemie:

System:

  Host: debian Kernel: 4.19.0-16-amd64 x86_64 bits: 64 

  Desktop: Cinnamon 3.8.8 Distro: Debian GNU/Linux 10 (buster) 

Jedyne co musiałem doinstalować to odpowiedni odtwarzacz z obsługą telewizji cyfrowej.

I tu zdecydowałem się na Kaffeine. 

Program ten jest dostępny w repozytoriach Debiana i prawdopodobnie większości innych dystrybucji systemu Linux.


Jak widać tuner ten w ustawieniach telewizji programu Kaffeine jest widoczny jako Realtek RTL2832 (DVB-T).

Aby rozpocząć wyszukiwanie dostępnych kanałów trzeba jeszcze podpiąć antenkę (oczywista oczywistość) a w polu źródło wybrać: Automatyczne przeszukiwanie.

Tak jak na zamieszczonym wcześniej obrazku.

Po tej czynności opuszczamy okno ustawień telewizji i przechodzimy do okna strojenia/wyszukiwania kanałów.



A tu już nie pozostaje nam nic innego jak nacisnąć button: Rozpocznij przeszukiwanie.

Wyniki pojawią się bardzo szybko i nie pozostanie nam już nic innego jak wybór co później nam będzie potrzebne. Czy wszystko, czy tylko wybrane kanały...



W każdym bądź razie urządzenie działa. Działa dobrze i to bez jakiś specjalnych zabiegów.

W moim wypadku nawet z tą mikro antenką, która była dołączona do zestawu.

Wspominam o tej antence ponieważ imo jest to najsłabszy element tego zestawu z tunerem Media-Tech MT4171. To maleństwo może się okazać niewystarczające miejscach położonych dalej od nadajnika lub wewnątrz budynków. 

U mnie nawet umieszczenie jej na obudowie komputera spowodowało brak możliwości odbioru sygnału tv. Ale już przyczepiona do stojącej obok lampki zaczęła spełniać swoją funkcję.

A jeśli już mówimy o możliwych problemach to trzeba jeszcze brać pod uwagę dosyć duży rozmiar tunera Media-Tech MT4171. Po prostu urządzenie to po wpięciu do gniazda USB może blokować dostęp do sąsiednich gniazd. 


Podsumowując

Tuner Media-Tech DVB-T MT4171 spełnił pokładane w nim moje oczekiwania.

Bez problemów współpracuje z systemem Linux i oprogramowaniem dostępnym dla tego systemu (Kaffeine).

Imo jest to tanie rozwiązanie dla kogoś kto potrzebuje dodatkowego, mobilnego odbiornika tv.

A jak dodamy możliwość nagrywania wybranych programów tv... To może komuś się to naprawdę spodoba. Bo mój telewizor marki Sony jakoś nie chce nagrywać. A już na pewno nie tak by było to nagranie dostępne na innym urządzeniu.

Updade - Ważna informacja o obsłudze DVB-T2

Jednak po dłuższym testowaniu...

Tuner Media-Tech DVB-T MT4171 to zabawka tylko na chwilę... Nie dlatego, że taki słaby i się popsuje. Po prostu jednak nie działa w standardzie dvb-t2. Kaffeine i VLC poradzą sobie z kodowaniem HEVC ale sam dekoder/tuner nie nie jest w stanie obsłużyć tego co jest na niedawno uruchomionym MUX-5 czyli testowych kanałów w standardzie DVB-T2.

środa, 18 listopada 2020

Zdalne nauczanie a komputer z systemem Linux

Od marca 2020 testuję możliwości korzystania z komputera z systemem Linux do prowadzenia i/lub uczestniczenia w zdalnym nauczaniu.

To znaczy ja udostępniam, konfiguruję i konserwuję komputery, a do zdalnego nauczania wykorzystują je:

A. Moja żona - jako nauczycielka w liceum

B. Moje dwie córki - jako uczennice (szkoła podstawowa)


Dziennik elektroniczny - LIBRUS Synergia

Tu oczywiście nie ma żadnego problemu. 

Zainstalowany w systemie Firefox zupełnie wystarczy aby mieć pełny dostęp do dziennika elektronicznego LIBRUS Synergia.

Tak więc bez problemu sprawdzimy oceny dziecka, odczytamy korespondencję od nauczycieli, sprawdzimy uwagi lub frekwencję.

Jeśli jesteśmy nauczycielem to też będziemy mieć pełny dostęp do LIBRUSA. 

Firefox na komputerze z systemem Linux do tego zupełnie wystarczy.

Pulpit laptopa z systemem Linux Debian 10.6 Buster. Widać przeglądarkę Firefox i serwis Librus Synergia

Tak więc do korzystania Z Librusa wystarczy nam dowolna maszyna z systemem Linux i zainstalowanym Firefoxem.


Ale do zdalnego nauczania to za mało.

Na początku pandemicznego zamieszania moja żona prowadziła zdalne lekcje z wykorzystaniem programu Zoom... Dało się i jest w pełni działająca wersja tego programu dla systemu Linux... Ale nie będę się tu rozpisywał nad Zoomem bo program ten od bidy można było uznać za użyteczny... Ale tylko z braku czego lepszego.

I coś lepszego dla Linuksa dostajemy od firmy... Microsoft.

Tak dzięki M$ mamy dostęp do Office 365 i aplikacji TEAMS

Niesamowite. Przeglądarka internetowa wystarczy aby zalogować się do serwisu https://www.office.com/ i korzystania z pakietu Office 365 na licencji dla ucznia lub nauczyciela.

Oczywiście trzeba mieć konto założone przez szkolnego administratora. Ale jak już mamy login i hasło to komputer z Linuksem też może służyć jako narzędzie do pracy z pakietem Office 365. Tak dla ucznia jak i nauczyciela.


Ale to nie wszystko... Aby w pełni docenić możliwości jakie daje pakiet Office 365 przydałaby się jeszcze aplikacja Teams. Cóż w tym wypadku Firefox to za mało. W tej przeglądarce nie uda nam się uczestniczyć w wideokonferencji (brak obsługi audio).

I tu użytkownicy komputerów z systemem Linux mogą wreszcie nieco przychylniej spojrzeć w stronę produktów firmy Microsoft. Bo dostają w pełni funkcjonalną, dedykowaną dla komputerów pod kontrolą systemu Linux aplikację wprost od Microsoftu.

Wystarczy wejść na stronę:

https://www.microsoft.com/pl-pl/microsoft-365/microsoft-teams/download-app#desktopAppDownloadregion

A tam już czekają gotowe pakiety deb lub rpm.... Trzeba mieć tylko komputer z 64 bitową wersją Linuksa (i nie wymagajmy już 32bitowych paczek).

Pakiety deb pobrane ze stron Microsoftu działają bez problemu na komputerach z Debianem, Mintem i MX Linux... Nawet na starszych, słabszych maszynach.

Nie ma problemów z obsługą kamery internetowej i/lub urządzeń audio.

MS Teams na Linuksie działa imo lepiej niż Zoom.

Okno logowania do MS Teams na komputerze z Linux Debian 10.6 Buster

Jak widać na ostatnim obrazku aplikacja MS Teams działa na komputerze z systemem Linux. I nie ma potrzeby kombinowania z Wine.

 

Google Chrome

Można też zainstalować przeglądarkę Google Chrome. W Google Chrome będziemy mieć dostęp do Office 365 i Teams też bez instalowania dodatkowej aplikacji Teams. I co ważne w Google Chrome będzie działać też udostępnianie obrazu pulpitu, zakładek przeglądarki oraz prezentacji. To duży plus dla osób, które prowadzą takie zdalne zajęcia.

Jakby nie patrzeć Google Chrome i opcjonalnie aplikacja Teams to chyba najlepsze rozwiązanie.


Podsumowując

Komputer z systemem Linux nadaje się do prowadzenia i uczestnictwa w zdalnym nauczaniu. A to wszystko dzięki temu, że Microsoft udostępnia narzędzia do zdalnej pracy także dla tego systemu operacyjnego.

No... Choć raz mogłem coś dobrego napisać o produktach Microsoftu. :)



niedziela, 14 czerwca 2020

GARMIN eTrex Touch 35 i Linux



Do niedawna używałem nawigacji turystycznej GARMIN GPSmap 62st ale wszystko co dobre (a było to bardzo dobre urządzenie) kiedyś się kończy. I tak z dnia na dzień zdecydowałem się na zakup nowego sprzętu. Wybór padł na GARMIN eTrex Touch 35.

Samo urządzenie sprawia bardzo pozytywne wrażenie już od pierwszego kontaktu. Małe, poręczne cudeńko z czytelnym wyświetlaczem.
Trzeba się trochę przyzwyczaić do tego, że jest to sprzęt z ekranem dotykowym ale w gruncie rzeczy i to ma swoje zalety.

Współpraca z komputerem z systemem Linux
Podobnie jak w starszych modelach. GARMIN eTrex Touch 35 po podłączeniu kablem do komputera jest widoczny jaku urządzenia typu pendrive. Nie ma żadnego problemu z wgrywaniem dodatkowych map, tras, punktów POI.
Jednak muszę tu napisać, że o ile z Debianem nie było żadnych problemów to w przypadku Linux Mint byłem trochę zaskoczony tym jak przebiegał przesył danych z komputera do urządzenia GARMIN eTrex Touch 35. Wyglądało to jakby w jednej chwili przeszło 90% danych i zawisło.

No tak ale komputer nie jest potrzebny tylko do wgrania map. Bo i mapy można umieścić na karcie SD, z pominięciem połączenia komputer urządzenie GPS.

GARMIN eTrex Touch 35 może też zbierać informacje o naszej aktywności w terenie. I zapisuje je w swojej pamięci. Domyślenie robi to w formacie FIT (pliki .fit) ale można to zmienić w ustawieniach. Można też już w urządzeniu aktywność zapisać jako ślad w pliku GPX.
I bardzo dobrze, że jest taka możliwość.
Dostępny dla użytkowników Linuxa program QMapShack świetnie radzi sobie z odczytaniem danych zawartych w plikach z urządzenia GARMIN eTrex Touch 35... ale raczej tych z rozszerzeniem GPX. Z plików fit poprawnie odczytuje tylko podstawowe dane.
Takie mam obserwacje z próby użycia QMapShack w wersji 1.12.3

Okno programu QMapShack

Próba konwersji plików fit za pomocą GPSBabel też w moim wypadku daje raczej niezbyt zadowalające efekty.
Dobrze, że do formatu GPX interesujące mnie dane mogę zapisać już w urządzeniu GARMIN eTrex Touch 35.
Tak więc możliwości są i to całkiem duże... Tylko trzeba nauczyć się korzystać z tego co oferuje GARMIN eTrex Touch 35.

piątek, 15 maja 2020

Lenovo ThinkCentre M92p i instalalacja systemu Linux. Z problemami ale i bardzo dobrym skutkiem

Potrzebowałem do domu jakiejś niedrogiej ale w miarę sprawnej maszyny stacjonarnej. Mój wybór padł na poleasingowy komputer Lenovo ThinkCentre M92p.


Maszyna z czterordzeniowym procesorem Intel Core i5-3470 @ 3,2 GHz oraz 8 GB pamięci RAM na pokładzie.

Wbudowany układ graficzny Intel HD Graphics 2500, który ja jednak zastąpiłem kartą AMD Radeon HD 6450.

Do tego nowy dysk SSD o pojemności 256 GB (KingFast).

Bez zainstalowanego systemu operacyjnego.

Sprzęt zamówiony w amso.pl przyjechał bardzo szybko i szybko wziąłem się za testowanie tego co otrzymałem.

Obudowa (SFF - Small Form Factor) ładna, bez napędu DVD ale całkiem sporo portów USB (także USB 3.0). Wnętrze czyste, a trzy duże wiatraki (obudowa, zasilacz i procesor) chodzą całkiem cicho.

Instalacja Linux Mint

Mamy już sprzęt to i czas na instalację oprogramowania. Na pierwszy ogień poszło to co miałem pod ręką czyli Linux Mint 19.2 Tara ze środowiskiem MATE.

Zaczęło się przyjemnie... Instalacja przebiegała szybko, a instalator nie zgłaszał żadnych problemów.

Ale po restarcie niemiłe zaskoczenie.

Error 1962: No operating system found 

I tak wisi... I nic nie pomaga. Żadne magiczne zaklęcia znalezione w sieci nie chcą zadziałać.

Większość rad sugerowała aby wejść w BIOS i sekcji dotyczącej opcji bootowania przy pozycji: Launch CSM dać Enabled.

Ale w BIOSie mojego Lenovo takiej opcji po prostu nie było.

Chwila zastanowienia i pada pomysł...

Trzeba zaktualizować BIOS

I to był strzał w dziesiątkę.
BIOS pobrałem z https://support.lenovo.com/us/en/ - łatwo można go znaleźć wpisując w wyszukiwarkę numer seryjny komputera.

Wybrałem ten zalecany przez producenta (recomended), w wersji bootowalny obraz iso... Tak w tym przypadku da się coś zrobić bez Windows ;)

Głęboki wdech... i po chwili mam na płycie nowy BIOS.

Ponowny restart i... Już beż żadnych sztuczek zainstalowany wcześniej system normalnie się uruchamia. I to bardzo szybko.

Od Tary do Trici

I bardzo szybko zapragnął ten system się aktualizować, a nawet upgradować. I tak jednego dnia Menedżer Aktualizacji skłonił mnie do działań w wyniku których zamiast Minta w wersji 19.2 Tara miałem Minta 19.3 Tricia i to z kernelem 5.3 :)

Lenovo ThinkCentre M92p & Linux Mint 19.3 Tricia (64 bit)

Współpraca wspomnianego komputera z systemem Linux okazała się zadowalająca. Jakoś nie dostrzegam to tych mankamentów, które wcześniej zniechęciły mnie do używania Minta na laptopie.
Połączenie sieciowe stabilne bo... po kablu a nie wifi.

Jedyne co mnie irytowało to działanie Timeshift, czyli systemu tworzenia automatycznych kopii zapasowych i odzyskiwania systemu. Jakbym chciał systemu, który z dnia na dzień puchnie i sam potrafi zająć dysk to bym sobie maszynę z Windows 10 zakupił.

Zatem Timeshift został przeze mnie szybko wyłączony.
A zrobiłem to tak.

Po prostu w harmonogramie migawek odznaczyłem wszystko. ;)

I po tej operacji byłem na tyle zadowolony z efektów swojej pracy, że Minta postanowiłem zostawić na dłużej na tej maszynie.

Ps
Na koniec dodam jeszcze coś na temat układów graficznych.

Czy warto zintegrowany układ Intel HD Graphics 2500 zastąpić tanią kartą AMD Radeon HD 6450?

Ano jeśli taką kartę już mamy lub możemy ją zdobyć za "drobne". Bo efektu wow nie ma.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Długi czas uruchamiania systemu oraz błędy drm_kms_helper

Podczas prób instalacji systemu Linux na jednym z komputerów notorycznie natrafiałem na problem z koszmarnie długim ładowaniem się systemu oraz licznymi komunikatami o błędach  drm_kms_helper. Problem pojawiał się po instalacji nowszych wersji Linux Mint (18.3 - 19), Debiana oraz MX Linux z kernelem 4.18 - 4.19.

Początkowo myślałem, że stary procesor nie daje rady z obsługą pae... Ale po bardziej wnikliwej analizie problemu okazało się, że do jego rozwiązania wystarczy zmiana domyślnych parametrów jądra (kernel) systemu.

Należało jako root dokonać edycji pliku: /etc/default/grub

W odpowiedniej linii dodać wpis: video=SVIDEO-1:d

Tak by cała linia wyglądała tak:
GRUB_CMDLINE_LINUX_DEFAULT="quiet splash video=SVIDEO-1:d"

Potem wystarczy już tylko dokonać aktualizacji gruba:
update-grub

Po ponownym uruchomieniu komputera wszystko już działało. System uruchamia się szybko i nie pojawiają się już komunikaty o błędach.

***
W przypadku MX Linux do zmiany parametrów jądra (kernel) można wykorzystać możliwości jakie dają MX Narzędzia. Znajdziemy tam m. in. MX Opcje Uruchamiana/MX Boot Options.


Jak widać na załączonym obrazku w dystrybucji MX Linux otrzymujemy proste ale skuteczne narzędzie do wprowadzania zmian parametrów odpowiedzialnych za start systemu Linux.

Tu po dodaniu wpisu video=SVIDEO-1:d wystarczy kliknąć przycisk [Zastosuj]

piątek, 10 kwietnia 2020

MX Linux - 19.1_386 (patito feo) na starym laptopie

Postanowiłem na starym laptopie (Fujitsu-Siemens z 2008 roku) wypróbować działanie najnowszej wersji dystrybucji MX Linux. Bo słyszałem już kilka pozytywnych opinii o tej bazującej na Debianie dystrybucji.

Pulpit MX Linux 19.1 patito feo
Ze strony https://mxlinux.org/wiki/system/iso-download-mirrors/ pobrałem 32 bitowy (386) obraz płyty z wersją live systemu. Wypaliłem þytkę i... do dzieła.

Już pierwsze uruchomienie w wersji live wypada bardzo pozytywnie.

System sprawia wrażenie bardzo lekkiego, a Xfce w wersji 4.14.2 wygląda "zjawiskowo".

Instalacja na dysk komputera jest łatwa i każdy kto już kiedykolwiek samodzielnie instalował inna dystrybucję Linuxa zapewne poradzi sobie bez większych problemów.

Warto już na początku przy uruchomieniu sesji live ustawić język systemu na polski (klawisz F2 i wybieramy nasz język ojczysty). Potem instalator sam już będzie nam podsuwał odpowiednie parametry dla naszej lokalizacji.

Partycjonowanie nie jest bardziej skomplikowane niż w przypadku instalacji Minta. Trzeba tylko uważać, że instalator domyślnie chce formatować wszystkie wskazane partycje. Jeże nie chcemy formatować np. partycji home to sami musimy to zaznaczyć.

Sam proces instalacji udaje się przeprowadzić w czasie nie dłuższym ni 30 minut.

W efekcie dostajemy system właściwie gotowy do działania. Są już wszystkie potrzebne narzędzia, które łatwo znajdziemy w menu (MX Narzędzia).

Jest najnowsza wersja Firefoxa (działa) i LibreOffice (też bez problemów).

Xfce mamy już spolonizowane ale poszczególne aplikacje raczej będą wymagać doinstalowania pakietów polonizujących. Na szczęście nie jest to coś zbyt skomplikowanego.

Wszystko byłoby piękne gdyby nie koszmarnie długie uruchamianie już zainstalowanego systemu... Ale i z tym sobie poradziłem.
Okazało się, że procesor starego Fujitsu (Intel Core2 Duo T5250) nie radzi sobie ze współpracą z kernelem. Domyśle zainstalowany został pochodzący z Debiana 10 Buster kernel obsługujący pae (linux-image-4.19.0-6-686-pae-unsigned). I to było za dużo dla starego procka.

Zainstalowałem kernel 4.9.212 (smp) z repozytorium AntiX i poszło...
Cóż... W końcu AntiX to projekt siostrzany dla MX Linux tylko na starsze maszyny.


Podsumowując
Projekt MX Linux moim zdaniem jest wart zainteresowania. Otrzymujemy prosty w instalacji system oparty na pakietach ze stabilnej wersji Debiana 10 Buster. Mamy tu wszystko co jest potrzebne aby nawet leciwy komputer mógł jeszcze posłużyć jako maszyna do przeglądania stron internetowych, prostej obróbki zdjęć lub prac biurowych (edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny).

Nawet multimedia powinny być dostępne... Filmy da się odtwarzać, a potrzebne kodeki zainstalujemy w kilka kliknięć (patrz MX Narzędzia). Sterowniki kart Nvidia? Tu też mamy asystenta, który pomoże nam je zainstalować.

Choć w moim wypadku raczej nie mogę napisać, że udało mi się ożywić komputer dla gracza. To przecież z założenia miała być "maszyna biurowa".



 Jak widać na powyższym obrazku MX Linux przedstawia się jako Debian 10 (Buster).


Dodane później:
W notce wspominam o "koszmarnie długim" uruchamianiu się systemu z kernelem 4.19 pae. Jak się później okazało do naprawy tego błędu wystarczyła zmiana parametrów startowych jądra (boot options).

Ale o tym już w notce: Długi czas uruchamiania systemu oraz błędy drm_kms_helper

czwartek, 27 lutego 2020

Menedżer Oprogramowanie GNOME - gadżet, który Debiana upodobni do Minta

Dystrybucję Linux Mint zachwala się czasem pisząc, że jest przyjazna dla początkującego użytkownika. A jednym ze znaczących udogodnień mają być Menedżery Oprogramowania oraz Aktualizacji.

Cóż... Jakby na to nie patrzeć to akurat działanie Menedżera Aktualizacji w najnowszych wydaniach Linux Mint (19.x) skłoniło mnie do odstawienia tej "przyjaznej użytkownikowi" zabawki i przesiadki na bardziej konserwatywnego Debiana.

Ale jak się okazuje to i Debiana można w prosty sposób upodobnić w tej dziedzinie do Minta.

Wystarczy zainstalować pakiet gnome-softwate (Software Center for GNOME - czyli Menedżer Oprogramowania GNOME).


Już pierwszy rzut oka na wygląd tego Menedżera Oprogramowania przywołuje u mnie wspomnienia z pracy z Linux Mint.

Jaka jest funkcjonalność Menedzera Oprogramowania GNOME?

W mojej opinii taka jak Centrum Oprogramowania w Linux Mint. Jak już komuś się nudzi przed komputerem to może sobie otworzyć takiego Menedżera i przeglądać co by tu jeszcze można był zainstalować.

Ale jak ktoś ma już ustalony zestaw potrzebnych mu programów. Jak ktoś nie chce testować wszystkich dostępnych odtwarzaczy, przeglądarek, edytorów to szybko dojdzie do wniosku, że jest to całkowicie zbędny gadżet. Że apt oraz synaptic zupełnie wystarczą.

Ale jest jednak jedna ciekawa imo funkcja tego Menedżera.

Otóż ma on możliwość sprawdzania dostępności aktualizacji oraz informowania o tym użytkownika. I muszę przyznać, że nawet z tego korzystam.
Gdy na panelu pojawi mi się komunikat (powiadomienie) o dostępnych aktualizacjach to... Otwieram terminal i...

su

apt update

apt upgrade

Nawet nie próbuję aktualizacji przez Menedżera Oprogramowania. On jest tylko od informowania o aktualizacjach.

niedziela, 23 lutego 2020

Program PITy 2019 IPS & Linux Debian 10 Buster

Na nowe wydanie programu PITy IPS trzeba było trochę poczekać. Wersja do rozliczeń za rok 2019 ukazała się dopiero w połowie lutego 2020. Ale i terminy składania zeznań podatkowych też są przesunięte.

Program pobrałem jak zwykle ze strony: https://pit.dobry.pl/index.php/programy/pity i uruchomiłem dzięki zastosowaniu emulatora Wine na maszynie z systemem operacyjnym Linux Debian 10 Buster (64 Bit). Jest to wg autorów programu nadal wersja testowa ale w mojej ocenie działa lepiej niż to co ukazało się rok temu.


Instalacja programu dzięki zastosowaniu przeze mnie Wine oraz nakładki Q4Wine przebiegła bardzo sprawnie. Nie ma też żadnych problemów z aktualizacją programu PITy2019 IPS.

Ale o Winie oraz Q4Wine jest oddzielna notka:
 http://mint-o-man.blogspot.com/2020/02/wine-q4wine-moj-sposob-na-uruchomienie.html


Wszystkie funkcje programu działają poprawnie. Nie ma też problemu z eksportem gotowych zeznań do dokumentu w formacie pdf.

(Warto mieć w systemie zainstalowany pakiet: printer-driver-cups-pdf oraz podstawowe czcionki MS Windows: ttf-mscorefonts-installer).

Program oczywiście zachęca nas do przekazania 1% z podatku na szczytny cel i jest to właściwie jedyny wymóg aby program ten używać jako darmowy w celach niekomercyjnych.

Wnioski:
Okazuje się, że w 64 bitowym systemie Debian 10 Buster przy odpowiedniej konfiguracji Wine oraz zastosowaniu Q4Wine użycie programu PITy2019 IPS jest równie proste jak w wcześniej w 32 bitowych wersjach systemu Linux Mint.
http://mint-o-man.blogspot.com/2019/01/program-pity2018-ips-linux-mint.html

Bez Windows można funkcjonować.

Debian nie jest taki straszny, a podobno łatwy Mint czasem przysparza więcej zmartwień.

piątek, 21 lutego 2020

Wine & Q4Wine - mój sposób na uruchomienie windowsowych programów w systemie Linux Debian 10 Buster

Do tej pory korzystałem z windowsowych aplikacji dzięki wine na 32Bitowych wersjach systemu Linux Mint.
Teraz przyszło mi zmierzyć się z zadaniem uruchomienia kilku potrzebnych mi programów na 64Bitowym systemie Linux Debian 10 Buster.

Założenie było takie, że ma być łatwo i bez zbędnych sztuczek magicznych w terminalu.

Znaczy... Terminala nie da się uniknąć ale już po instalacji wine i potrzebnych dodatków chciałem mieć wszystko na "klik".

Krok 1

W terminalu dodałem możliwość obsługi pakietów 32 bitowych

su


dpkg --add-architecture i386


Krok 2

Teraz zainstalowałem pakiety Wine i winetricks.

Można to zrobic za pomocą Menedżera Pakietów Synaptic lub poleceniem w terminalu:

apt-get install wine winetricks

Zainstalowałem też wszystkie zgłoszone i przez apta inne wymagane pakiety (zależności).

Krok 3

W tym momencie zdecydowałem się na instalację Q4Wine - graficznego interfejsu opartego na QT dla Wine.

apt-get install q4wine

I już wydawało mi się, że mam to do czego zmierzałem. Jasny i przejrzysty interfejs graficzny, który pozwoli mi na konfigurację wine oraz na instalację i uruchamianie windowsowych programów na komputerze z systemem Linux Debian 10 Buster.

A tu niespodzianka... Przy pierwszym uruchomieniu Q4Wine wyszło jednak, że czegoś jeszcze mi brak do tego aby działało.

Rozwiązaniem problemu okazało się doinstalowanie pakietu konsole - emulator terminala dla KDE.

apt-get install konsole

Po tym zabiegu można było już spokojnie przejść przez kreatora konfiguracji Q4Wine klikając tylko dalej, dalej, dalej...

Co zyskałem?

W jednym miejscu wszystkie potrzebne mi opcje do konfiguracji i użytkowania Wine.


Czyli np. winecfg


oraz dodaj/usuń programy


Wiem, że to wszystko można wdając polecenia w terminalu ale ja tak wolę.

A poza tym to po zainstalowaniu Q4Wine aby uruchomić/zainstalować windowsowy program wystarczy, że na właściwym pliku (programu lub instalatora) kliknę prawym klawiszem myszy i z rozwiniętego menu wybiorę:
Otwórz za pomocą > Q4Wine

Przykład zastosowania:

Program PITy 2019 IPS dzięki zastosowaniu Wine oraz Q4Wine działa na komputerze z Linux Debian 10 Buster tak jak na maszynie z Wndows.

piątek, 7 lutego 2020

Pół roku z Debianem - pierwsze podsumowanie


Przyszedł czas na pierwsze podsumowanie pracy z Debianem 10 Buster (64-Bit) na moim laptopie Lenovo Ideapad 330.

Pierwsze i zasadnicze co rzuca się w oczy to fakt, że właściwie nie było większych problemów, o których rozwiązywaniu mógłbym pisać. Właściwie jedyne co poprawiałem po instalacji Debiana 10 Buster to... dostosowanie środowiska do własnych upodobań (tło pulpitu, wielkość czcionek systemowych, sposób logowania itp.).

W porównaniu z wcześniej używanymi różnymi wersjami Linux Mint można powiedzieć, że Debian 10 Buster zaskakuje  i to bardzo pozytywnie.

Co ważne... W przypadku Debiana nie miałem żadnych problemów z połączeniami sieciowymi, które tak trapiły mnie podczas współpracy z Mintem. Nawet Network Manager nie sprawia  to większych problemów i nawet nie próbowałem czy w Debianie z Cinnamonem zastąpić go np. Wicd.

Natomiast przyznaję, że zastosowanie przeze mnie w przypadku Debiana środowiska Cinnamon było podyktowane chęcią aby mój pulpit był w miarę podobny do tego, który w sumie pasował mi w przypadku Minta.

Kolejną pozytywną zmianą po przejściu na system Debian 10 Buster jest to, że wreszcie nie mam problemów z wybudzeniem komputera po hibernacji ;)
Bo w przypadku Minta zdarzało się, że sprzęt mimo wielu prób wybudzenia pozostawał w strefie czarnego ekranu.

Wniosek
Debian 10 Buster jest wart ego aby go wypróbować. Ale dobrze mieć jakieś wcześniejsze doświadczenie z pracą w systemie Linux. Doświadczenie, które można zdobyć także przy pracy z dystrybucją Linux Mint.

wtorek, 26 listopada 2019

Debian 10 Buster. Konfiguracja Lightdm

Po udanej instalacji Debiana 10 Buster pozostawała jedna rzecz, która trochę denerwowała mnie w nowym środowisku. A mianowicie okienko menedżera logowania...
Domyślnym menedżerem logowania jest LightDM i co do samej istoty jego działania nie można mieć większych zarzutów. Natomiast mnie irytowało, że za każdym razem podczas logowania muszę w tym okienku wpisywać zarówno nazwę użytkownika jak i hasło. Rzecz niby mało istotna ale po jakimś czasie brak możliwości wyboru użytkownika z listy może być denerwujący.

Na szczęście dostosowanie tej opcji do moich oczekiwań okazało się zadziwiająco proste.

Wystarczyło jako root wyedytować plik:

/usr/share/lightdm/lightdm.conf.d/01_debian.conf

W pierwotnej wersji plik ten wyglądał tak:

# Debian specific defaults
#
# - use lightdm-greeter session greeter, points to the etc-alternatives managed
# greeter
# - hide users list by default, we don't want to expose them
# - use Debian specific session wrapper, to gain support for
# /etc/X11/Xsession.d scripts

[Seat:*]
greeter-session=lightdm-greeter
greeter-hide-users=true
session-wrapper=/etc/X11/Xsession


A po zmianach tak:

# Debian specific defaults
#
# - use lightdm-greeter session greeter, points to the etc-alternatives managed
# greeter
# - hide users list by default, we don't want to expose them
# - use Debian specific session wrapper, to gain support for
# /etc/X11/Xsession.d scripts

[Seat:*]
greeter-session=lightdm-greeter
greeter-hide-users=false
session-wrapper=/etc/X11/Xsession


Jak widać zmiany dotyczą wyłącznie wpisu: greeter-hide-users

Wyrażenie true zastępujemy wpisem false.

Po zapisaniu zmian i ponownym uruchomieniu komputera już miałem możliwość wyboru użytkownika z listy, a nie konieczność wpisywania jego pełnej nazwy.

***

Jeżeli chcemy mieć możliwość w prosty sposób dokonywać zmian w wyglądzie menedżera logowania to wystarczy zainstalować graficzny konfigurator:

apt-get install lightdm-gtk-greeter-settings

Po zainstalowaniu powyższego pakietu w ustawieniach systemowych, w sekcji administracja pojawi nam się ikona umożliwiająca otwarcie prostego narzędzia umożliwiającego dokonanie zmian w wyglądzie i działaniu menedżera logowania.
Debian 10 Buster - konfiguracja LightDM

środa, 11 września 2019

Linux i zbyt małe czcionki systemowe oraz w przeglądarce. Jak to zmienić?

Jedną z pierwszych rzeczy, która dosłownie "rzuciła mi się w oczy" po instalacji Linuksa na nowym laptopie (Lenovo 330 15-IKB) o rozdzielczości ekranu 1920x1080 były bardzo małe czcionki. Tak małe, że czytanie z ekranu było wręcz męczące dla wzroku.
Tak na pulpicie, jak i w rozwijanym menu. Małe czcionki na paskach w okienkach uruchomionych programów i co szczególnie męczące... w przeglądarkach internetowych.

Jak sobie z tym poradziłem
Podaję działania jakie podjąłem na maszynie z zainstalowanym systemem Linux Debian 10.0 Buster 64-bit oraz środowiskiem Cinnamon.

Menu > Ustawienia systemowe > Czcionki

Tu pojawia się okienko:

Linux Debian 10 Buster - ustawienia czcionek


W okienku tym zmieniłem Współczynnik skalowania tekstu z 1.1 na 1.2

Można też pobawić się z ustawieniami domyślnych czcionek, które są dostępne w tym okienku.

Zmiana współczynnika skalowania okazała się właściwie wystarczająca w przypadku systemu (menu i paski okienek).

Jednak nadal słabo to wyglądało w oknie przeglądarki internetowej.

Właściwie każdą nowo otwartą stronę musiałbym powiększać do 125% oryginalnego rozmiaru.

No więc może należałoby tak ustawi domyślne powiększenie wyświetlanej strony? ;)

Chromium

Wchodzimy w ustawienia przeglądarki Chromium:
chrome://settings/appearance
I zakładce wygląd zmieniamy Powiększenie strony na 125%

Można też zmienić Rozmiar czcionki na: Duży (zalecany jest średni).

Chromium - settings


I to w przypadku tej przeglądarki okazało się dla mnie wystarczające.

Tylko czy ta przeglądarka jest wystarczająca?

Firefox

Tu sprawa wydaje się trochę trudniejsza ale tylko z pozoru. W domyślnych ustawieniach przeglądarki nijak nie można się doszukać opcji, która umożliwiłaby tak jak w przypadku Chromium zmianę domyślnego powiększenia strony.

Pomaga zainstalowanie dodatku o nazwie: Fixed Zoom
Dodatek ten pozwala na zmianę domyślnego powiększenia wyświetlanej w Firefoksie strony oraz na tworzenie własnych reguł jak poszczególne strony mają być wyświetlane, z jakim powiększeniem.

Firefox & Fixed Zoom

A takie są efekty zastosowania tego dodatku:

Powiększenie 100%
Powiększenie 100%






Powiększenie 125%
Powiększenie 125%

Jeśli pomogło i Tobie to daj znak. Jak znasz lepszy sposób to tez bardzo chętnie go poznam.

Mam nadzieję, że to co napisałem w tej notce będzie pomocne także dla użytkowników Minta oraz innych dystrybucji Linuksa.

środa, 21 sierpnia 2019

Laptop Lenovo Ideapad 330 15-IKB & Linux Mint 19.2 Mate 64 Bit

Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem kupna nowego laptopa, który miałby pracować pod kontrolą systemu Linux. I miał to być raczej Linux Mint.

Szukałem sprzętu budżetowego, którego cena nie przekraczałaby kwoty 2200 zł. Ale oprócz ceny ważne było aby był to sprzęt, który nie będzie miał już preinstalowanego systemu Windows.

I po przeszukaniu zasobów internetowych oraz ofert w sklepach zdecydowałem się na kupno laptopa Lenovo Ideapad 330 15-IKB.

Jest to sprzęt z czterordzeniowym procesorem Intel Core i5-8250U.
Pamięć RAM: 8 GB
Z dyskiem SSD: 480 GB

Ekran: matowy, LED o przekątnej 15.6''
Rozdzielczość: 1920x1080
Grafika zintegrowana: Intel UHD Graphics 620

Pierwsze wrażenie po rozpakowaniu paczki z laptopem:
- lekki i ładnie się prezentuje



Instalacja Linux Mint 19.2 Mate 64Bit

Wspomniany laptop nie jest wyposażony w napęd optyczny. Zatem instalację mogłem przeprowadzić z pamięci USB lub z użyciem zewnętrznego napędu DVD (bo taki mam już wcześniej kupiony).

Zdecydowałem się wypalenie bootowalnej płyty DVD i użycie wspomnianego napędu.

Przy starcie nacisnąłem kilkukrotnie przycisk [F12] i pojawiło się boot menu, które umożliwiło wybór urządzenia, z którego ma wystartować instalator.

Wybrałem napęd USB i... poszło.

Zadziwiająco szybko i... właściwie bez problemów. Jedyne co mogło by zniechęcić kogoś kto pierwszy raz instaluje Minta to... brak obsługi panelu dotykowego (touchpada) w trybie live. Za to mysz działa perfekcyjnie ;)

Jednak po zainstalowaniu i restarcie komputera także gładzik (touchpad) działa bez problemów.

Przez chwilę zastanawiałem się nad tym jak podzielić dysk na partycje. A efekt tych przemyśleń i działań przedstawia się następująco:


Wrażenia po instalacji Linux Mint 19.2 Mate 64Bit

Uff... Sprzęt spełnia moje oczekiwania. Grafika jest wystarczająco dobrej jakości. Sprzęt płynnie pracuje z podstawowymi programami i dobrze sprawuje się w przypadku treści multimedialnych.

Bateria wystarcza na ~około 3 godz. pracy... Hmm... Jak dla mnie bomba.

Cicha praca... nie słychać szumiącego wentylatora, a jednocześnie temperatura nie jest wysoka.



Jak się przyzwyczaję do tego, że w tym lapku klawisze są jakieś takie... miękkie i jest wydzielona klawiatura numeryczna to myślę, że moja satysfakcja z zakupu będzie pełna.

Podsumowując

Jak ktoś szuka taniego, nowego sprzętu do pracy z Linux Mint to laptop Lenovo Ideapad 330 15-IKB z procesorem i5-8250U może być brany pod uwagę.
Linux Mint działa na nim doskonale. (Ostatnie zdanie nieaktualne - patrz aktualizacja).


Aktualizacja
Niestety po kilku dniach testów i kilku aktualizacjach trochę zraziłem się do Minta 19.2.
Notoryczne pady karty sieciowej okazały się jednak zbyt irytujące.

Teraz testuję Debiana 10.0 Buster ze środowiskiem Cinnamon.

środa, 5 czerwca 2019

Konwersja plików DGN do DWG/DXF (ANY DGN to DWG Converter)

Czasem dostaję pliki w formacie *.dgn (MicroStaion) i mam sobie z nimi poradzić.
Ale jak to zrobić gdy nie mam oprogramowania Bentley MicroStation, a projekt i tak chcę wykonać w QGIS?
I jeszcze tak po prawdzie to potrzebuję z tego pliku wyciągnąć tylko jedną interesującą mnie warstwę.

Próba korzystania z konwerterów online zakończyła się fiaskiem.

Biorę zatem do testu pierwszy znaleziony program do konwersji w wersji trial - ANY DGN to DWG Converter (15 uruchomień).

Program jest niewielki (~5 MB) i co ważne... daje się uruchomić przez wine także na komputerze z systemem Linux (testowane na Linux Mint).

Interfejs programu jest tak prosty, że właściwie nie wymaga objaśnień (patrz zamieszczony we wpisie obrazek).

Wybieramy plik/pliki lub folder z plikami, a potem wskazujemy gdzie mają być umieszczone pliki wynikowe.

Wybieramy też między DWG a DXF.

Ponieważ ja chcę i tak zaimportować dane do QGIS to wybieram format DXF.

Konwersja przeszła szybko, a powstały plik dxf udało mi się z powodzeniem zaimportować do QGIS i wybraną warstwę zapisać w formacie shp.

Testowany trial okazał się pełnowartościowym programem, którego funkcjonalność ogranicza tylko limitowana liczba uruchomień. Na ten jeden przypadek wystarczy.

Ile kosztuje zakup klucza do programu ANY DGN to DWG Converter nie sprawdzałem. Ale i tak będzie tańszy niż licencja na MicroStation.


sobota, 19 stycznia 2019

Program PITy2018 IPS & Linux Mint

Jak co roku w styczniu powoli rozkręca się akcja z rozliczenie PIT za miniony rok. Ja mam do rozliczenia też PIT 28 więc startuję już teraz.

Tak jak w poprzednich latach do rozliczenia z fiskusem i przygotowania deklaracji PIT używam windowsowego programu PITy2018 IPS uruchomionego za pośrednictwem emulatora Wine.



Plik instalacyjny programu PITy2018 IPS jest do pobrania na stronie:
https://pit.dobry.pl/index.php/programy/pity

Program jest darmowy dla użytku niekomercyjnego. Podczas wypełniania deklaracji należy wskazać (wybraną przez siebie lub program) organizację pożytku publicznego (OPP) celem przekazania 1% na szczytny cel... Tyle wymogów darmowego użytkowania.

Instalacja programu przebiega poprawnie (tak jak w Windows) i nie ma problemów z jego uruchomieniem. Jednak już po starcie pojawia się żółte okienko informujące użytkownika, że nie wszystkie formularze są już gotowe i dostępne. Brak jeszcze PIT36, PIT36S i PIT37...


Formularze te mają być gotowe przed 20 stycznia, ale dziś (19.01) próba automatycznej aktualizacji programu zakończyła się niepowodzeniem (błąd podpisu na stronie pobierania).



Ale PIT28 i załącznik PIT28A już udało mi się wypełnić.
Ku mojemu zdziwieniu program PITy2018 IPS w przeciwieństwie do wersji rozliczenia za rok 2017 podjął także próbę eksportu gotowej już deklaracji do pliku w formacie PDF. Niestety wyniki eksportu są niezadowalające... Treść wychodzi poza komórki formularza i czasem nie wiadomo jakie pole zostało wypełnione. (Ciekawe czy w programie zainstalowanym na maszynie z Windows też to występuje?)
Na szczecie nadal można po prostu "wydrukować" formularz do pliku PDF dzięki obecności w systemie Linux Mint pakietu cups-pdf.
Warto ten pakiet sobie doinstalować jeśli jeszcze go nie ma w systemie. Przyda się nie tylko do formularzy PIT. Będzie dostępny jako dodatkowa drukarka (PDF) w każdym programie umożliwiającym wydruk dokumentów (edytory, arkusze kalkulacyjne, programy graficzne.

O zmianach i czy udało się zaktualizować dopiszę gdy tylko zdobędę nowe wiadomości i je przetestuję.

***
Aktualizacja (24.01.2019)

Ponieważ próba automatycznej aktualizacji programu PITy2018 IPS nadal kończy się na komunikacie "Invalid signature" postanowiłem odinstalować dotychczasową wersję programu i ponownie zainstalować świeżo pobrany (już zaktualizowany) plik z instalatorem.

Poszło gładko. Mam już możliwość tworzenia i edycji formularzy PIT36 i PIT37. Brak tylko... ZAP-3.


Wcześniej utworzone pliki formularza PIT28 oczywiście nie zniknęły i są tam gdzie maja być (Dokumenty AFI).

***

Aktualizacja z dnia 26.02.2019

Automatyczne aktualizacje programu PITy2018 IPS uruchomionego na Wine w Linux Mint zdecydowanie nadal nie chcą działać.

***
O programie PITy2017 IPS przeczytasz tu:
https://mint-o-man.blogspot.com/2018/01/rozliczamy-pit-na-komputerze-z-systemem.html

***

wtorek, 18 grudnia 2018

Firefox mnie grzeje. Chromium dla ochłody

Coś ostatnio, po aktualizacji przeglądarki Firefox (do wersji 64.0) częściej i bardziej wyraźnie słyszę wiatrak w moim laptopie z Linux Mint.

Firefox o ogóle jest ciężkawy ale na starym sprzęcie już raczej robi się od tego ciężaru za gorąco.

Może trzeba spróbować coś lżejszego?

No to może Chromium...

Działa jakby szybciej od Firefoxa ale szum wiatraka nadal wyraźny.

Temperatura jednak wyraźnie spadła.

Może wiatrak szumi bo już od 10 lat pracuje i teraz chce się po prostu na starość wyszumieć. ;)

A Chromium mi się jednak w końcu spodobał i chyba zastąpi Firefoxa w roli przeglądarki internetowej.

środa, 12 grudnia 2018

Reinstalacja systemu Windows 10 Home Pl (Refurbished PC)

Kupiłem dziecku komputer poleasingowy z zainstalowany systemem Windows 10 Home Pl (for Refurbished PC).
Windows 10 Home Pl zrzut ekranu

Jednak po 2 miesiącach użytkowania system operacyjny (Windows 10) odmówił dalszej współpracy z nieletnim użytkownikiem komputera. Ponieważ w chwili ujawnienia się awarii tata (znaczy ja) był nieobecny w domu (delegacja) to został szybko poinformowany telefoniczne, że... komputer sam się zepsuł i nie można go uruchomić. To: "sam się zepsuł" zostało bardzo wyraźnie podkreślone.

Po powrocie do domu stwierdziłem, że:

- system się nie da poprawnie uruchomić i sam proponuje kilka opcji automatycznej naprawy;

- żadna z proponowanych opcji nie daje wyniku w postaci poprawnego uruchomienia systemu operacyjnego Windows 10

- opcje zaawansowane np. odzyskiwanie systemu (kilka prób z różnych punktów przywracania) też kończą się niepowodzeniem;

- próba przywrócenia stanu komputera (systemu operacyjnego) do stanu początkowego (sugestia ze strony M$) też kończy się fiaskiem;

- obrazu systemu do użycia w celu jego odzyskania niestety nie mam bo... nie zrobiłem.

I co dalej?...
Jak się nie da naprawić to trzeba system postawić na nowo. Ale żeby to zrobić to trzeba mieć bootowalny dysk (płyta DVD lub pamięć USB) z instalatorem.

Na szczęście coś takiego (obraz ISO dysku systemu Windows 10) można pobrać ze strony Microsoftu:
https://www.microsoft.com/pl-pl/software-download/windows10ISO

Do pobrania pliku ISO i wypalenia płyty DVD musiałem skorzystać z komputera z systemem Linux Mint. Ale ani Microsoftowi, ani mnie to nie przeszkadzało...
Problemem był natomiast rozmiar pierwszego obrazu jaki ściągnąłem... 4.6 GB i to się nie mieści na zwykłą płytę DVD, a ja jak na złość sprawnego pendrive o odpowiedniej pojemności nie mam pod ręką.
Na szczęście drugi z plików (z kwietnia 2018) był mniejszy (4.3 GB) i dało się go nagrać na standardową płytę DVD-R.

Przed pobraniem musiałem wybrać:
- wersję systemu (obrazu) - Windows 10
- wersję językową - polski, Polska (musi być zgodna z tym na co mamy licencję)
- i dla jakich procesorów - dla mnie 64-bit (jest też 32-bitowy, ale wybieramy to co było wcześniej).

Jak wypalić obraz dysku ISO w systemie Linux nie będę się tu rozpisywał bo... Programy takie jak K3b są tak proste, że nie ma co tu objaśniać. A jak ktoś z tym sobie rady nie daje to i z postawieniem systemu operacyjnego też pewnie sobie nie poradzi.

Jak już mamy płytkę gotową to...
Musimy się upewnić, że nasz komputer uruchomi znajdującego się na niej instalatora systemu Windows. To znaczy, że musimy mieć pewność czy w opcjach bootowania jest taka możliwość.

W moim wypadku aby wejść w BIOS przy starcie należało nacisnąć klawisz [F2] i... Sprawdzić, że pierwszym urządzeniem rozruchowym w boot options jest napęd CD/DVD... Czyli nic tu zmieniać nie musiałem.

Po włożeniu płyty do napędu i ponownym uruchomieniu trzeba było jeszcze tylko dowolnym klawiszem potwierdzić zamiar uruchomienia systemu z płyty CD/DVD.

(Czytamy uważnie komunikaty pojawiające się na ekranie.)

Start instalatora systemu Wnindows 10 jest podobny do zwykłego uruchamiania tego już zainstalowanego systemu.

Potwierdziłem wybór wersji systemu oraz języka systemowego (ma być polski) i kliknąłem  [Dalej]

Instalator poprosił mnie o podanie klucza, który znajduje na naklejce przyklejonej do obudowy komputera ( w moim wypadku Win 10 Home for Refurb PC). Zadziałał  :) - system się aktywował.

Potem wybór czy chce zaktualizować już posiadany system/naprawić system lub zaawansowane. No to wybrałem zaawansowane i rozpocząłem instalację systemu... Instalator zażądał ode mnie tylko wskazania miejsca (partycji) na dysku, na której ma umieścić system.
Ja przed instalacją jeszcze zleciłem instalatorowi sformatowanie partycji, na której chcę ulokować system (sam tego nie proponował).

I poszło... Bardzo szybko. W niecałą godzinę przeszły wszystkie etapy instalatora i po ponownym uruchomieniu sprzętu rozpoczęła się konfiguracja ustawień oraz dodawanie użytkownika... Tak jak po pierwszym uruchomieniu komputera z preinstalowanym systemem Windows 10.

I w tym momencie duma zaczęła mnie roznosić i chciałem ogłaszać wszystkim, że pierwszy raz zainstalowałem "dziesiątkę".

Ale córka, córeczka, córunia... szybko mnie sprowadziła na ziemię. Nie minęło więcej jak pół godziny jej pracy ze świeżo zainstalowanym systemem gdy oznajmiła, że:
"Komputer się wyłączył, a po uruchomieniu, jak się zaloguje to... jest tylko czarny ekran i kursor myszy."

Ręce opadają :(

Jak już ochłonąłem po pierwszym szoku i pierwszych nerwach to... Po przejrzeniu porad wujka google udało mi się znaleźć rozwiązanie i tego problemu.

Oto ono:

1.
Klawisze [alt]+[ctrl]+[del]
(Windows bez tego nie byłby Windowsem)
i pojawił się "niebieski ekran" z wyborem kilku opcji:
wybieram uruchomienie: Menedżera Zadań

2.
W MZ odnalazłem: Eksplorator Windows i spróbowałem go ponownie uruchomić.
Nie pomogło ale znikł z okna Menedżera

3.
W MZ plik -> uruchom nowy proces (nowe zadanie)

i tu wpisałem explorer.exe

Przez chwilę nic się nie działo ale... W końcu czarny ekran znikł i pojawił się normalny pulpit Windows 10.

Po ponownym uruchomieniu problem już nie powracał.

***
Niestety nadal nie wiem co było przyczyną pierwszej awarii i dlaczego systemu nie można było naprawić (opcje przywracania systemu).
Podejrzewam, że winowajcą jest nieudana aktualizacja lub aktualizacja gwałtownie przerwana przez nieletniego użytkownika sprzętu.

Przyczyn pojawienia się czarnego ekranu po ponownej instalacji systemu też niestety się mogę tylko domyślać.